środa, 1 stycznia 2014

Dudududududu!

Chciałam was zaprosić na swojego drugiego bloga prowadzonego wraz z Jerr :)
Wiem,że widząc nowy post zapewne liczyłyście na notkę związaną z I'm Here For You,ale to także już niebawem :)
Na The Brutal Truth About My Lover pojawił się rozdział 1# .
Zaniedbałam blogi,zdaję sobie z tego sprawę i jednym z moich Noworocznych postanowień jest dokończenie aktualnych opowiadań:)
Kilkoro z was przestało obserwować tego bloga i kilkoro przestało także czytać,co zauważyłam po malejącej liczbie w ankiecie osób czytających,ale to zrozumiałe.Mi pewnie także znudziłoby się tak długie czekanie:)
Ale zamierzam was odzyskać!
Na razie zapraszam na http://brutal-truth-about-my-lover.blogspot.com/
i gorąco zachęcam do komentowania i obserwowania :) Myślę,że już niebawem napotkacie długo oczekiwany ciąg dalszy opowiadania o Madd i Erin :) Postaram się :))

W związku z przybyłym już Nowym Rokiem chcę złożyć wam serdeczne życzenia!
Fajnie byłoby się rozpisać,ale nie potrafię składać życzeń,nigdy nie wiem czego życzyć >.<
Po prostu wszystkiego dobrego ! :)

Pozdrawiam :*
-Tala xx

czwartek, 17 października 2013

XIX.

<muzyka>

*Erin*

Dopiero teraz zerknęłam na bilet trzymany w dłoni już od około trzydziestu minut.Dopiero teraz,ponieważ kazałam kobiecie sprzedać mi bilet na pierwszy najbliższy lot,który zawiedzie mnie jak najdalej od tego miejsca,miejsca ,w którym doznałam miłości,ale jakie to ma znaczenie skoro była przeplatana z bólem,nienawiścią,żalem i cierpieniem? Jaki sens ma ta odrobina miłości w porównaniu z okropieństwami,które ją otoczyły i zamieniły w nicość.Dokładnie.Żaden
27.03.2013
England,Londyn-Australia,Sydney
Lot nr.328
godź.9.45
A więc to w Australii czeka na mnie nowe życie.Czy to dobrze? Kto to wie.
Udałam się do odprawy pasażerów i podałam wysokiemu mężczyźnie o pokaźnych muskułach swoją torbę.Puścił mi perskie oko i posłał szeroki uśmiech co nie zrobiło na mnie najmniejszego wrażenie.Chyba na nikim by nie zrobiło.Wali Ci się życie,wszystko obraca się do góry nogami,wszystko się rozpierdala...i masz się przejąć podrywami jakiegoś typka? Innym razem.
Przemierzałam długi korytarz
prowadzący mnie do ocalenia.Mijając grupki młodzieży jak i emerytów wybierających się na wakacje,napotkałam też kpiące spojrzenia,ale i te pełne współczucia.Więc jednak widać... Pozwoliłam kilku łzom swobodnie spłynąć po moim chłodnym bladym policzku.Nie mogłam przewidzieć,że na tym się nie skończy...
Oparłam się o białą ścianę,po czym ciężko osunęłam się na ziemię i zaniosłam głośnym szlochem,chowając zapłakaną twarz w rozdygotanych dłoniach.

***

-Prosimy zapiąć pasy,przygotowujemy się do lądowania.
Po pokładzie rozbrzmiał donośny głos stewardessy .Wykonałam jej polecenie i ponownie wróciłam do podziwiania krajobrazów rozciągających się pode mną.To niesamowite.Mówię oczywiście o ogromie świata,nie o mojej obecnej sytuacji.Żyjemy w jednym miejscu ,które jest dla nas tym jedynym na świecie i nie wyobrażamy sobie być gdziekolwiek indziej.Wszystko inne wydaje nam się wyobcowane i złe,kiedy tak nie jest.Mówimy tak bo tego nie znamy.Zadziwia mnie rasizm świata,który sprawia,że czarni gardzą białymi,biali czarnymi a żółci nimi wszystkimi.To przez to ludzie boją się poznawać inne regiony.
Zaraz...Zebrało mi się na rozmyślenia i mądre wnioski,w chwili kiedy powinnam być zrozpaczona.Dotarło to do mnie? Tak.Dotarło.To koniec...

Chmury stopniowo znikały z mojego okienka ustępując miejsca dachom budynków jak i zieleni roślin.
Koła samolotu dotknęły ziemi a ja poczułam natychmiastową ulgę.Nie leciałam pierwszy raz,ale zawsze miałam obawy.Wszyscy jak na rozkaz w jednej chwili odpięli pasy z głośnym westchnięciem i wyciągali swoje bagaże podręczne,tak jak i ja.Powoli udawaliśmy się do wyjścia sposobem "gęsiego".
Głęboki wdech świeżego powietrza był mi bardzo potrzebny,aby poczuć choćby w najmniejszym stopniu,że jest na tej ziemi coś dobrego,co nie zrobi mi krzywdy.To miało sens? Tak te zdanie było całkiem udane.Czy mój związek z Harrym miał sens? Odpowiadając na te pytanie "tak" bez problemu zostałabym przyjęta jako komik w jednym ze słynnych kabaretów.Ten związek nie miał żadnego sensu.Czuję się jak przedmiot.Po zużyciu wyrzuciłby mnie.
Po odebraniu bagażu postanowiłam wypytac tutejszych o jakiś dobry hotel,niemożliwym byłoby przeżycie tu bez dachu nad głową.Na szczęście natrafiłam na jednego z anglojęzycznych Australijczyków ,choć dało się usłyszeć,że większość z nich mówi w tym języku i tak dziękuję losowi,ponieważ wiem również,że rdzenni Australijczycy mają swój inny język,którego na pewno nie byłabym w stanie zrozumieć.Mężczyzna podał mi wizytówkę jednego z hoteli "Garden Lodge Sydney".Brzmi nieźle.

 *Harry*

-Erin,upuściłaś coś?Słyszałem trzask.-powiedział brunet wychodząc z łazienki,przepasany ręcznikiem w pasie i wycierając przy tym swoje mokre loki.Zdezorientowany nieobecnością dziewczyny rozejrzał się dokładniej po pomieszczeniu,jednak nigdzie jej nie było.Zaczęły nachodzić go najróżniejsze myśli nie wróżące niczego dobrego.Może coś jej sie stało? Albo...Co jeśli stare porachunki powróciły?
Wszystko zostało rozwiane kiedy natknął się na rozbitą ramkę z ich wspólnym zdjęciem.Chłopak złapał się za głowę i przetarł dłońmi twarz.Wiedział już,że jest źle,ale wciąż nie wiedział czemu.
Niedaleko zniszczonej ramy dostrzegł swój telefon.Przeklinał w myślach,aby nie stało się najgorsze czego mógł oczekiwać.Podniósł urządzenie i nacisnął aktywujący klawisz.Wyczytał wiadomość tekstową i cisnął używając całej swojej siły,w ścianę pokoju tworząc w niej spore wbicie.Przysiadł na rogu materaca i pogrążył  się w rozmyślaniach.Już wiedział,że to koniec.Że wszystko o co tak długo walczył,zniknęło w mgnieniu oka.Harry kocha dziewczynę nad życie,lecz
jest świadom iż ta nie uwierzy już w żadne jego słowo a co dopiero w płynące z głębi serca,szczere "Kocham Cię".
Mimowolnie jego oczy napełniły się łzami a mięśnie napięły w złości na mulata,który akurat tego poranka wysłał taką wiadomość.Brunet miał zamiar wszystko wyjaśnić Erin,bez większych komplikacji,nawet w żartobliwy sposób.
Mimo małej szansy na obronę wszystkiego co razem osiągnęli,wiedział,że poddać także się nie może,a jedyne miejsce w którym może znaleźć jeszcze dziewczynę to lotnisko.Zdążył już dosyć dobrze poznać jej charakter i całkiem oczywistym byłaby ucieczka.

*Australia*

***

-Niestety nie mamy już wolnych pokoi.Jeśli bardzo pani zależy na noclegu,zapytamy kilku klientów zajmujących dwuosobowe pokoje w pojedynkę,czy któryś zgodziłby się panią przenocować a koszty podzielic?-powiedziała uprzejmie ekspedientka
Co powinnam zrobić w takiej sytuacji? Pójść spać na dwór? Erin,nie jesteś taka głupia za jaką Cię mają,myśl,dasz radę.Em....Emmm....
-Dobrze.
To chyba nie było do końca rozważne.Zawsze mogę natrafić na jakiegoś zboczeńca,bądź mordercę.Słowo zapadło,a kobieta po chwili posłała mi zadowolony uśmiech,z któego wywnioskowałam iż znalazła dla mnie nocleg...Podała mi kluczyk do pokoju numer 92.Udałam się wzdłuż korytarza do hotelowej windy po czym wcisnęłam guzik z numerem piętra i oczekiwałam aż zostanę na nie hmmm..Przetransportowana?Może być.
A więc dostałam się pod drzwi pokoju,który będę dzielić z nowym wpółlokatorem,bądź współlokatorką. Poczułam jak dreszcze przechodzą przez całe moje ciało,zatrzymując się na stałe przy dłoniach powodując niewiarogodnę trząśniecia.Starałam jakoś opanowac nerwy i stres,jednak na nic się to nie dało,po prostu wyciągnęłam rękę przed siebie i zastukałam w drewnianą powłokę.Kroki osoby po drugiej stronie stawały się coraz głośniejsze a moje zdenerwowanie coraz większe.Nie wiedziałam czego mogę się spodziewać,ale żyłam myślą iż jutrzejszego poranka ruszę w poszukiwania innego tymczasowego meldunku.Tylko jedna noc ,Erin...
-To chyba jakiś żart...-wyszeptałam ledwo słyszalnie,wydawać może się ,że tylko dla mnie.Napad stresu zmienił się w napad gniewu,któremu z dziwnych dla niektórych przyczyn towarzyszyły łzy otulające kąciki oczu.Jedna z nich swobodnie wydostała się spod powieki i powędrowała wzdłuż policzka tworząc mokrą smugę i zatrzymując się nad  konturem ust.Duża dłoń zbliżyła się do mojej twarzy,a ja z nieznanych powodów nie odsunęłam się.Harry chwycił moje lico w prawicę i kciukiem zmył stróżkę pozostałą po gorzkiej kropli,która zdecydowanie nie była łzą szczęścia.
Otrząsnęłam się z szoku  i natychmiast odepchnęłam od siebie chłopaka,odzyskując przestrzeń osobistą.Patrzył na mnie ze znakiem zapytania wymalowanym na twarzy.Poprawka,Oboje patrzyliśmy na siebie z tym samym wyrazem.Jednak każde z nas z pewnością z innych powodów.
-Erin,ja...-z jego ust wydostały się pierwsze słowa dzisiejszego dnia.
-Zamilcz.-wysyczałam przez zęby zaciskając mocno powieki,dając upust złości,wywołanej spotkaniem bruneta na swoje drodze,która przecież miała być tą...lepszą.
-Nie odtrącaj mnie proszę.-posłał błagalne spojrzenie a za razem tak bardzo żałosne w moich oczach.
-...Jak według Ciebie powinnam się zachowywać?! Rzucić Ci się w ramiona z "Ooh Harry,znalazłeś mnie! Właśnie na to liczyłam!" Miałam nadzieję,że zrozumiesz choć to,że skoro uciekłam,nie stało się to bez powodu i nie chciałam być znaleziona.
Tak jak prosiłam wcześniej,ten zamilkł.Odepchnęłam go na bok i przeszłam do wnętrza pokoju.Mimo wszystko,faktem dosyć istotnym było to,że przenocować dziś muszę u niego.Rzuciłam torbę w kąt pomieszczenia i dokładnie się po nim rozejrzałam.Wszystko było w jak najlepszym porządku prócz intruza siedzącego z zakrytą twarzą na łóżku.
-Mogę Ci to wyjaśnić.
-Nie musisz.Wystarczająco dużo się dowiedziałam.Byłam jedynie kolejną dziwką Harry'ego Styles'a,ale czego mogłam się spodziewać.Przecież możesz mieć każdą.
-Nie mów tak!-oburzył się i wstał zbliżając się do mnie niebezpiecznie blisko.Jego oddech był szybki i niespokojnie odbijał się od mojego policzka
-Ale tak jest...-jedynie wyszeptałam,wbrew wszystkiemu,chłopak wywoływał we mnie pewien rodzaj strachu,którego nie da się zdefiniować.
-Nigdy nie powiedział bym o Tobie, w taki sposób jak ty...
-Gorzej?-Prychnęłam w lekceważący sposób.
-Jesteś dla mnie wszystkim,a ta wiadomość,do zwykłe nieporozumienie.
-Zaprowadziło nas do Australii.Nie takie zwykłe.-trzasnęłam drzwiami od łazienki i bezwładnie osunęłam się wzdłuż nich,pogrążając się w gorzkiej rozpaczy.
Niemądrym było niezamknięcie drzwi i myśl,że tu nie wejdzie...Usiadł za mną,przysuwając mnie do siebiei usadowiając między nogami.Przycisnął do swojej klatki piersiowej i kołysał w rytm bicia jego serca,który słyszalny był mi bardzo dobrze.
"Nie mogę mu odpuścić...Otrząśnij sie dziewczyno.Znów Tobą manipuluje"
Gwałtownie wyrwałam się z jego objęć i wstałam na równe nogi.Zdezorientowany powtórzył moją czynność.Otarłam policzki,lecz świadoma byłam,że łzy wciąż po nich spływają.Potraktowana jak szmata,kurwa...I on liczy na wybaczenie.
-Erin,daj mi to wyjaśnić proszę.-wypowiedział opanowanym tonem,gestykulując przy tym rękoma,jakby chciał mnie uspokoić...Jestem spokojna.
-Wiesz jak mnie potraktowałeś?-wysyczałam wprost do jego ucha,co nie byłoby możliwe bez stania na palcach.-To nie do opisania.Myślisz,że to jest ten ktoś,ten człowiek,który będzie z Tobą już na zawsze.Liczysz,że możesz mu ufać bezgranicznie.A szczytem naiwności jest to,że sądzisz,że kocha Cię...
-Kocham Cię.
-I zostajesz potraktowany jak... jak szmata i wciąż nie potrafisz o nim zapomnieć,nie potrafisz przestać go kochać! To nie jest fair!-moje dłonie znalazły się na jego klatce piersiowej,waląc w nią z całych sił.

__________________________
Wielki powrót?Słaby powrót.
Ale mimo to proszę o komentarze.Dużo komentarzy.
Chyba postawię limit.
Obserwatorów jest 24,moim marzeniem jest aby było ich co najmniej 30,ale i tak dziękuję tym którzy tu są.Ze względu na obecną ilość czytelników.
Ehh...Jestem skłonna do prośby o co najmniej 18 komentarzy.Od tego zależy kontynuacja bloga i jest to dla mnie bardzo ważne :)
Pojawiła się ankieta,którą z perspektyw wolicie.Od jej wyniku zależeć będzie druga księga bloga(jeśli się kiedyś pojawi).Tak,druga księga kontynuowana będzie z jednej perspektywy :)
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
Zachęcam do głosowania :)
Pozdrawiam
-Tala xx

Anonimy-Podpisujcie się!

poniedziałek, 7 października 2013

Odpowiedzi na pytania dręczące czytelników bloga czekających na kolejny rozdział ,jak i decyzję o kolejnej księdze ,znajdziecie tutaj :) <klik>

Przepraszam:(
-Tala

sobota, 28 września 2013

XVIII.

<muzyka>

*Madeleine*

-Kto tam?!-usłyszałam zza drewnianej bariery mieszkania Tony'ego.Po chwili jego kroki stawały się coraz bardziej słyszalne,więc czekałam aż otworzy drzwi.Klamka została pociągnięta,a moim oczom ukazał sie wysoki brunet o lazurowych oczach.
-Cześć.-Powiedziałam bez większego entuzjazmu,który uważałam za zbędny w obecnej sytuacji.
-Madd,co ty tu robisz?
-Mogę u ciebie zostać?-spytałam pokazujac jedną ręką torbę leżącą obok mnie.Sytuacja z Niall'em zmusiła mnie do opuszczenia jego mieszkania.Co prawda to on sie gdzieś wyniósł...Ale gdzie? Nie istotne.Istotne jest to,że w każdej chwili mógł tam wrócić.
-Jasne.Wejdź-Zaprosił mnie gestem dłoni do środka.Właściwie ,choć znałam jego adres...Odwiedziłąm go pierwszy raz u niego.Zwykle spotykaliśmy się na mieście.
Jego mieszkanie nie było niczym nadzwyczajnym,normalna kawalerka.Rozejrzałam się po wnętrzu i odłożyłam torbę w rogu pokoju.-Tylko...Nie mam dwóch poduszek-podrapał się za głową,słyszałam ,że u facetów oznacza to skrępowanie.Skrępowany Anthony był słodszy niż zwykle.Posłałam lekki uśmiech i wyjęłam z kieszonki bagażu,swoją poduszkę,którą zabrałam z mieszkania Niall'a.No tak...Musiałam wziąć jego poduszkę.Przysiadłam na kanapie i schowałam twarz w dłoniach próbując znaleźć odpowiedź na...życie?Tal,chyba właśnie to nie daje mi spokoju.W skupieniu analizowałam zdarzenia z dzisiejszego dnia.Wstałam,zobaczyłam tą sukę.Kłótnia z Niall'em i to ukucie.W sercu.Ale dlaczego właściwie to tak bardzo bolało.Dlaczego przez niego.I co tak bardzo bolało.Spojrzenie tej blond szmaty,wykazywało pogardę.Przez mój umysł wciąż wędrowały słowa" co to za sierota?".Zacisnęłam mocno powieki,w obawie uronienia kilku łez.Cisnęły mi się do oczu,a ja coraz bardziej zaciskałam powieki.Zaraz...Jak otworzę oczy,łzy i tak ulecą.Więc jaki w tym sens? Jaki w tym wszystkim sens...
Miejsce obok mnie zostało zajete,co wyczułam przez wyraźne uniesienie kanapy.Ramie Anth'a otuliło mnie i przyciągnęło bliżej swojej klatki piersiowej.Potrzebowałam tego jak powietrza.Napierałam mocniej na tors chłopaka i wdychałam zapach jego perfum wymieszanych z...papierosami?To nie to...
Gwałtownie odsunęłam się od niego i spojrzałam na jego zmieszną minę,wzrokiem pełnym pogardy,żalu i zniesmaczenia.
-Anth...Palisz marihuanę?-wysyczałam wpatrując się w podłogę,która zdawała się być naprawde bardzo ciekawa.Ten układ drewnianych paneli,był niezwykły.
-Skąd ten pomysł?
-Bo jebiesz trawką!-nie potrafiłam dłużej znieść tego napięcia w moim życiu.Wszyscy mnie okłamywali.Czy możliwym jest żyć w ciągłym kłamstwie.Najbliższe mi osoby okazały się kolejnymi oszustami,którzy znaleźli sobie we mnie naiwną marionetkę.

***

Usiłowałam zasnąc ,lecz natłok myśli nie dawał mi spokoju.Natłok myśli,chrapanie chłopaka obok jak i ta niewygodna poduszka.I pytanie nurtujące mnie od kilku godzin.Gdzie on pojechał?Co prawda mówiłam,że w każdej chwili może wrócić,ale sama w to nie wierzę.On nie wróci.Wiec gdzie jest...
Podobno odpowiedzi na każde pytanie są bliżej niż sądzimy,ale jak ich szukac.Tego już nikt,nie powiedział.Najlepiej nasunąć myśl,a później sam doszukuj się gdzie jest jej sedno.Przekręciłam się na drugi bok,ponownie mocno zaciskając powieki i próbując pogrążyć się choćby z najgorszych koszmarach,ale żeby tylko usnąć.

***

Cmentarz...
Co ja tu robię?Czemu akurat tu sprowadził mnie mój chory umysł?
Szłam wzdłuż alei marmurowych nagrobków.Coś sprawiało,że szłam dalej,to coś wiedziało,że muszę coś znaleźć.No właśnie...To coś wiedziało czego szukam,ja nie.Wciąż przemierzałam wąską ścieżką pokrytą kamiennymi płytkami.Wokół mnie stawało się coraz ciemniej,a prócz tego,że byłam na terytorium zmarłych,nie wiedziałam nic o miejscu w którym sie znajdowałam.Nigdy nie widziałam tego cmentarza w Londynie,ani w Birmingham.Nasuwa się kolejne pytanie.Na które odpowiedzi muszę znów szukać sama.Co jeśli odpowiedź zszokuje mnie tak bardzo,że zsiusiam się do łóżka?
"Nie wiesz o nim nic..."
Kto to był? Ale zaraz...O kim nie wiem nic?Natychmiast obróciłam się o trzysta sześćdziesiąt stopni,szukając żródła tajemniczego głosu,który przyprawił mnie o ciarki,jak i mimo ogromnego zmęczenia,chęć obudzenia się.
"Zupełnie nic,Maddie."
Po raz kolejny rozglądałam się po miejscu,w którym normalnie,w nocy krzyczałabym ze strachu.Tym razem...O dziwo,cmentarz nie wydawał się być taki straszny jak na ogół.Było w nim coś co podtrzymywało mnie na sile.Jakby tajemnicza aura bezpieczeństwa była wokół mnie i nie pozwalała się poddać.
Skręciłam w alejkę na samym końcu nekropolii.Znajdował się tam jeden nagrobek,sam na tym odludku wsród miasta umarłych.Wokół niego poustawianych było mnóstwo kwiatów i lampek.Rodzina tej osoby musi bardzo ja kochać.Kwiaty wyglądały na żywe i świeże.
Stąpałam coraz bliżej niego,co było jeszcze dziwniejsze.Czemu się nie bałam? Ach no tak.Ta aura...
Stanęłam przed szarą marmurową płytą i wyczytałam głośno wyryte na niej imię i nazwisko.
"Maura Horan"
Horan...Znajome.Nawet bardzo znajome.
Ktoś stuknął mnie w ramię,na co automatycznie się obróciłam.Niebieskie ślepia wpatrywały się we mnie z tajemniczym uśmiechem,pełnym satysfakcji,ale i goryczy.
-Bu.

Obudziłam się ,niemal z krzykiem,który w ostatniej chwili stłumiłam,aby nie obudzić Anthony'ego.Przyspieszony oddech i nierównomierne bicie serca nie ustępowały.Może przesadziłam z tymi najgorszymi koszmarami,byle tylko usnąć...
Z drugiej strony.
To mi dało trochę do myślenia.Tylko trochę.
Tam był Niall.Tak to były jego oczy,jestem tego w stu procentach pewna.A ta kobieta...To jego matka.Nigdy nie mówił mi,że jego matka nie żyje.Ale...Skoro ona nie żyje,on jest na cmentarzu,a jego rodzina pochodzi z Irlandii...
Niall jest w Mullingar.
Nie wiem czemu,ale pewność tego,że znajduje się właśnie tam,wciąż wzrastała.Bo czemu miałby być akurat tam?Co to ma wspólnego z naszą kłótnią,przez którą zniknął.Może to wszystko ma drugie dno.
Chce je poznać.
Chcę się dowiedzieć o kim nic nie wiem.
Opadłam bezwładnie na poduszkę,starając się wymyśleć,co powinnam zrobić.Niall uciekł do Irlandii,i prześladuje mnie w śnie,na cmentarzu,na którym znajduje nagrobek jego matki.Uciekł przeze mnie...Ale czemu tam?
Ał.
Złapałam się za tył głowy i masowałam miejsce,w którym właśnie coś mnie ukuło.Podniosłam poduszkę i potrząsałam nią,aby nadać jej może,no nie wiem,wygodniejszą posturę.
Zaraz.Jestem taka głupia.Kompletnie zapomniałam o listach,kóre znalazłam puierwszej nocy u Niall'a,Natychmiast otowrzyłam poszewkę poduchy i zaczęłam w niej grzebać,aby znaleźć je ponownie.Spryciarz z niego.Opróżnił ją .Nie.Nie.Coś jest.Zagrzebałam dłoń jeszcze bardziej w głębi puchu i wyjęłam jedną kopertę.
"Maura Horan"
"Mamo,on wrócił.Znów chce wszystko bezkarnie rozpieprzyć. Myśli,że wszystko już uleciało z mojej  pamięci,ale myli się.To,że się pokazał tylko ułatwia mi zadanie.On Cię zniszczył,a ja Cię pomszczę.Nie ujdzie mu to na sucho,obiecuję Ci.Zabrał mi wszystko co najcenniejsze.Wszystko co mi potrzebne.Matkę i dziewczynę,którą pokochałem bezgranicznie.Zemszczę się."

***

-Lot Dublin,Irlandia właśnie odbywa odprawę.Prosimy pasażerów,zgłosić się do odprawy-Kolejna informacja do niczego mi nie potrzebna.Zabrałam ze sobą jedynie torebkę,w której mam portfel,dokumenty i gumy do żucia.
Po skasowaniu biletów,kierowałam się już do samolotu,który prowadzić mnie będzie do odkrycia tajemnicy.Przemierzyłam schody na pokład maszyny i zaczełam szukać swojego miejsca.
Przysiadłam obok starszego małżeństwa i według wskazań pilota zapięłam pasy.Staruszka przyglądała mi się z zaciekawieniem co jak najbardziej starałam się zignorować.Faktycznie nie codziennie osiemnastolatka o trzeciej nad ranem,leci do Irlandii.Ale można się przyzwyczaić.
-Kiedyś wyglądałam podobnie...-wyszeptała z półuśmiechem bliżej mi się przyglądając-Zaskoczę Cię,że też będąc na oko w twoim wieku,leciałam w nocy za granicę,ale to pewnie tylko zbieg okoliczności.Leciałam w pogoni za miłością,którą odkryłam dopiero gdy zniknęła z pola widzenia.Ale ty pewnie masz inny powód wycieczki.-posłała znaczące spojrzenie,którym chyba za wszelką cenę chciała mi coś uświadomić.Przeniosłam wzrok na starszego pana obok niej,z którym wymieniała się porozumiewawczo spojrzeniami i pełnymi szczerości uśmiechami.
-Czy pan był tą miłością?-spytałam nieśmiało,nie chcąc sprawiać wrażenia wścibskiej.
-Tak-pokiwał głową i znów wrócił wzrokiem na kobietę.
-I wciąż nią jest.-dokończyła staruszka,a ja...
Kocham go.

________________________________________________
Witam was z kolejnym rozdziałem.Jest on całkiem krótki,w porównaniu z niektórymi z poprzednich,ale wszystko w celu wyrównania akcji,ponieważ u Erin będzie trochę zamieszania,czego pewnie domyśliliście się po poprzednim rozdziale,u Maddie musiałam podzielić niektóre rozdziały,które wyszłyby mi bardzo długie,na dwa krótsze.
Dziękuję,że jest was już tutaj 22,ale z ostatnich komentarzy wynika,że czyta tylko 8 osób:(
Proszę o komentarze i przepraszam za jakiekolwiek błędy,ponieważ chcąc dodać wam rozdział dziś,nie zdążyłam sprawdzić ;)
Pozdrawiam^^
-Tala xx

PS.Jak wam się podoba nowy szablon? Uwielbiam go! Dziękuję, Yokita! :*




sobota, 21 września 2013

XVII.

<muzyka>

*Erin*

-Jak to działa...?-powiedziałam sama do siebie przyglądając się nie używanemu przeze mnie do tej pory urządzeniu.To dziwne,ale serio nigdy nie miałam z tym do czynienia,byłam raczej zwolenniczką lekkiego życia i nie potrzebne były mi takie wynalazki.Po co komu takie coś? Jest mikrofala! Są kanapki! Żyło mi się dobrze i zdrowo bez tego.Pewnie zastanawiacie się o czym mówię?A więc powiem wam.Zmora dzisiejszego poranka,a mianowicie...kuchenka.
Motam się z tym już od dobrych trzydziestu minut...Nigdy nie wierzyłam w stereotypy,jednak w moim przypadku "pusta blondynka" sprawdza się idealnie! Kto normalny nie potrafi obsługiwać kuchenki?! Ehh... Zrezygnowana udałam się do salonu.Opuszczone ręce?Były.Podkówka na twarzy?Była.Słodkie oczka?Są.Mogę wejść.
Podeszłam wolnym krokiem do dużej kanapy stojącej na środku pokoju i przysiadłam obok lokowatego chłopaka,któremu usiłowałam przyrządzić coś dobrego i który właśnie przeskakiwał z kanału na kanał w telewizji.Wyjęłam mu pilota z ręki i położyłam obok niego.Tak jak myślałam,udało mi się zwrócić jego uwagę.
-Harreh...-zatrzepotałam zalotnie rzęsami i kontynuowałam-Bo wiesz....
-Wiem.-przytaknął.-Zamówiłem już chińszczyznę,nie martw się
-Serio?! Za grosz wiary w moje możliwości!Czuje się poniżona...-odwróciłam się w stronę wyjścia i skierowałam ponownie do kuchni.Wyjęłam z półki patelnię i trzy jajka.Znów zaczęłam przyglądac się informacyjnym piktogramom na kuchence i przekręciłam jeden kurek.Udało się! Godzinę temu wydawało się to jakieś takie trudniejsze...Pogrążam się.Ustawiłam na ogniu naczynie i rozbiłam trzy skorupy.Nie jest źle! Coś sie dzieje!Widelcem zaczełam mieszać jajka,a te zaczynały powoli nabierać oczekiwanego efektu.Po paru minutach jajecznica była już gotowa.Ja mu pokaże...
Nałożyłam posiłek na jeden talerz,poniewaz ja nie byłam głodna,a zależało mi tylko aby udowodnić coś brunetowi.Zadowolona ze swojej roboty wyrzuciłam ścierkę,która wycierałam wcześniej talerz za siebie.
-Harold!-wysyczałam najgłośniej jak potrafiłam i postawiłam jedzenie na stole po czym sama oparłam się o blat kuchenny i zaczełam wpatrywac się w przestrzeń za oknem.Dumna?Jak najbardziej.Nie wiadomo z czego,ale tak.Byłam dum...
-Erin! Coś ty narobiła?!-wykrzyczał łapiąc się za głowę.Pomijając jego reakcję...Napięte miesnie jego klatki piersiowej,która była okryta przyległą koszulą prezentowały się nieziemsko...Przygryzłam dolną wargę zatracając się w widoku...Zaraz,zaraz.Co on powiedział?
Obróciłam się aby również dostrzec to na co właśnie patrzył.Ups.
-Ja...No...Możliwe,że nie wyłączyłam gazu.Nie patrz tak! Ugaś to!
Ściereczka którą jak już mówiłam jak nigdy nic rzuciłam za siebie,trafiła w płomień ognia,którego nie wyłaczyłam.Każdemu może sie to zdarzyć...
Chłopak od razu wybiegl z pomieszczenia,ciągnąc mnie za nadgarstek.Ustaliśmy na korytarzu i przytrzymując mnie za ramiona kiwnął głową dając znak abym tu została,a sam poszedł do łazienki i w mgnieniu oka z niej wyszedł z wiaderkiem wody."Wskoczył" ponownie do kuchni i zza framugi drzwi można było dostrzec dym ugaszonego ognia.Nieśmiało i powoli przekroczyałam próg i przystałam przy Harrym.
-Może...Śniadanko?-Wskazałam na stolik w rogu,marszcząc przy tym w obawie brwi.Będą wciry? Nie...A może jednak?Przymknęłam oczy oczekując jego reakcji. Krzyk?Skądże.Jedynie silne ramiona otulające moją osobę.
-Mogło Ci się coś stać.-wyszeptał w moje włosy,wciąż trzymając mnie w żelaznym uścisku,jakby bał się ,że za chwilę się rozpadnę,zniknę w nicości i już nie wrócę.
-Ale nic się nie stało,Harry.To tylko drobny wypadek przy pracy,ale spójrz-wskazałam na talerz stojący na stole,i wyrwałam się z jego ramion.-Dałam radę-odparłam z wyraźną dumą napierającą pierś.Chłopak tylko uśmiechnął się i pokręcił głową z dezaprobatą po czym przysiadł do posiłku.Usiadłam naprzeciw niego i spoglądałam jak konsumuje posiłek.Żuje.żuje...I przestaje.
-Coś nie tak?-spytałam niepewnie
-Prócz skorupek od jajka,jest bardzo pyszne.-wyjął z buzi małe kawałki skorupy.Lekko speszona zaczęłam nakręcać włosy na palec,aby się odstresować.Chyba tylko ja serwuję jajecznicę na chrupiąco...
-Aaa Harry!-Zostałam oderwana od krzesła i uniesiona ponad ziemię,przekreciłam głowę w bok i oczywistym było ujrzenie roześmianej twarzy chłopaka,który już po chwili wpił się w moje usta,sprawiając mi tym ogromną rozkosz jak i zaskakując.Momentalnie objęłam jego szyję ramionami i zmniejszyłam dystans między naszymi twarzami przyciągając go do siebie mocniej.Moje położenie zostało zmienione i tułów lokowatego był już owinięty przez moje nogi a usta wciąż złączone w czułym,pogłębiajacym się co chwilę pocałunku.Oderwałam się od niego na moment aby nabrać oddechu i spojrzałam w rozżarzone tęczówki przepełnione pożądaniem.Zlustrował moją sylwetkę od góry do dołu i przygryzł lekko dolną wargę,którą zaczął się bawić wypuszczając i ponownie chwytajac ja w swoje białe zęby,tworzące ostatnimi czasy bardzo częsty uśmiech.
-Chcę Cię.Tu.I teraz.-niemal wysyczał przez zęby zaciśnięte na ustach.
-Ale,że tu?-zmarszczyłam brwi rozglądając się po pełnej dymu kuchni po której gdzieniegdzie warlały się skorupy jak i żółtka jajek.
-Dla mojej księżniczki wszystko.
Grunt pod stopami znów przeszedł do historii,kiedy zostałam przerzucona przez ramię.Waliłam w jego silne plecy próbując mu się wyrwać,lecz można się domyślić iż wszystkie starania były zbędne gdyż nic nie dały.Spróbowałam się przekręcić co zmusiło chłopaka do zatrzymania się.Zsunęłam się z jego barku,spojrzałam na zdezorientowaną jak i zniecierpliwioną twarz bruneta.
Obeszłam go od tyłu i wskoczyłam na jego plecy,mocując jego biodra nogami.
-Możesz isć dalej.-zaśmiał się i tak też zrobił.Po chwili przekroczyliśmy próg drzwi,a moim oczom ukazały się jakże gustownie dobrane ciemne płyty naścienne jak i te podłogowe.Kilka półek oraz...sedes,prysznic i umywalka.No tak.Najbliższe inne pomieszczenie.
-Masz sentyment do toalet,prawda skarbie?-spytałam rozglądając się po pomieszczeniu ,które swoją drogą nie należało do najdziwniejszych w których uprawiałam seks.Właściwie atmosfera tam panująca była nadzwyczaj...podniecająca.Czy to możliwe?Łazienka?Podniecająca?Nie,to chyba zasługa adonisa stojącego po mojej prawicy.Chwycił moją dłoń i jednym zwinnym ruchem przycisnął do swojej klatki piersiowej,tak mocno,że wyraźnie słyszalne było przyspieszone tempo bicia jego serca.Nachylił się do mojego ucha i ucałował czule jego płatek.
-Ale w tej jest więcej możliwości...-wyszeptał ochrypłym głosem ,który przyprawił mnie o ciarki i dodał znacznie więcej chęci do zabawy.Ale,że tu? Nie ukrywam,że kolejny seks z Harrym,chciałam przeżyć inaczej.Chciałam się z nim kochać.Nie pieprzyć.
To znacząca różnica.Znacząca dla mnie wiele.
-Coś się stało?-Spytal zauważając moją wyraźnie zniesmaczony i zniechęcony wyraz twarzy.
-Kocham Cię.-wypowiadając te słowa uniosłam głowę do góry,by móc widzieć jego jaskrawe tęczówki, z których z łatwością można wyczytac każde emocje.Nie raz widywałam w nich gniew.Tak ,było to częste uczucie,które biło z jego oczu.Drugim z kolei była zazdrość.Jednak ostatnio bardzo
często,jak i również teraz emanowała w nich miłość.
-Kocham Cię...-wyszeptał chwytając moją drobna dłoń i prowadząc w stronę innego pokoju,który okazała się bijąca spokojem i harmonią sypialnia chłopaka.
Ucałował moje usta i zniknął za rogiem.Oniemiała czekałam aż pojawi się z powrotem i tak się stało.Ukazał mi się uradowany Harry z małymi świeczkami w dłoniach.
Czytał mi w myślach?
Zdecydowanie.
Jest cudowny?
Zdecydowanie.
Ustawił małe płomyki na półkach nocnych po bokach łóżka,a ja przyciągnęłam go mocno do siebie ciągnąc za kołnierzyk koszuli.Oblizałam namiętnie usta i bez większego zastanowienia,z zaskakującym refleksem chwyciłam dolną wargę Harry'ego pomiędzy swoje obie.Obdarowywałam ją czułymi pocałunkami kiedy brunet postanowil zabłysnąć...Popchnął mnie lekko na materac łóżka sprawiając,że znajdowałam się pod jego rozgrzanym ciałem.Czy mi to odpowiadało?
O tak...
Dalej namiętnie obdarowując się wzajemnymi pocałunkami,poczęłam motać się z guzikami jego koszuli.Nie było to łatwe zadanie,zważając na to,że skupiona byłam na bożyszczu z burzą loków,które właśnie muskały skórę mojego czoła.Odpinając ostatni z guzików,zostawiłam zdjęcie materiału dla jego inicjatywy,a sama przeczesałam dłonią bujną czuprynę chłopaka,przyciskajac jego twarz bardziej do mojej.
Po nie z pełna pół minuty,poczułam nagi tors naciskający na moją klatkę piersiową.Objęłam szyję bruneta,a ten uniósł moje pośladki nad materiał pościeli,karząc mi tym samym ponownie owinąć jego biodra nogami.Tak też zrobiłam.

***

Erin uniosła ręce do góry,dając brunetowi możliwość
zdjęcia jednej z jego za dużych koszulek z jej ciała.Zwinnym gestem,sprawił,że była już w samej bieliźnie.Oblizał zmysłowo górną wargę i przygryzł ją wprawiając hormony dziewczyny  w szaleństwo.
Wstała z materaca i zabrała się za zamek spodni chłopaka,podziwiając przy tym jego idealnie wyrzeźbiony tors.
Ich oddechy były nierównomiernie szybkie i  usłyszec można by było je w całym mieszkaniu.
Ogromne pragnienie siebie nawzajem przewyższało wszystko inne o głowę.Nic się nie liczyło,prócz tu i teraz.Mogli zrobić to w pełni świadomi,w pełni miłości i w pełni pragnienia.
Dwoje zakochanych ponownie złaczyło swoje usta i czynili swoje honory wprawiajac w ruch języki.Harry delektował się podniebieniem Erin,ta natomiast głaskała język chłopaka wolnymi i delikatnymi muśnięciami.Wplotła swoje palce w loki bruneta i pociągnęła lekko,wywołując gardłowy jęk z gardła mężczyzny.
Czy możliwe aby jedno jęknięcie sprawiło taki ogrom satysfakcji?Najwyraźniej wszystko jest możliwe.
Dla nich wszystko jest możliwe,bo wygrali.Wygrali walkę z samymi sobie.I są razem,zamierzają być razem już do końca.Do końca tego harmidru ,który naukowcy nazywają życiem,a ludzie pieprzonym gównem.

***

-Mm...Harry....-Dziewczyna wyszeptała przez sen.Nie słysząc odpowiedzi,otworzyła lekko jedno oko,aby sprawdzić czy ukochany jest obok niej.Ku zdziwieniu,nie było go.Zaczęła zastanawiać się gdzie może się teraz podziewać,kiedy usłyszała szum wody,domyślila się,że jej wybranek bierze właśnie prysznic.Przekręciła się na druga stronę,usiadła i wstała z materaca.Rozejrzała się wokół i ujrzała porozwalane ubrania,jak i wywróconą lampę.Potem spojrzała na siebie i zorientowała się,że jest zupełnie naga.Wtedy na myśl przyszło jej zdarzenie sprzed kilku godzin.Uświadomiła sobie,że kochała się z mężczyzną którego kocha i wie ,że on również kocha ją.Kochała się...Jednak fakt,że stoi nago nakazał pokazać się na policzkach czerwonym rumieńcom...
Szybko sięgnęła koszulkę chłopaka w której chodziła wcześniej i założyła ją na swoje zupełnie roznegliżowane ciało.Przejrzała się w lustrze i poprawiła trochę swoje włosy,by choć odrobinę umozliwiały jej widok,gdyż były kompletnie roztrzepane we wszystkie strony.Spięła je w luźnego koka i ponownie przysiadła na łóżku nie wiedząc co ze sobą zrobić.
Wpatrywała się ściemniające już się niebo za oknem,gdyż dochodziła już osiemnasta,gdy usłyszała ciche wibrowanie.Obróciła się w stronę dochodzącego dźwięku i ujrzała telefon bruneta.Sięgnęła po niego w pełni pewna,że może odczytać właśnie przysłaną od kogoś wiadomość.W końcu są parą,prawda? Nie powinni miec przed sobą nic do ukrycia.
Odblokowała ekran i odtworzyła wiadomość tekstową
Od Malik: I jak? Przeruchałeś ją znów?Chcę wiedzieć,bo zakład właśnie mija, a mi jest potrzebna kasa więc,wiesz...Wygrałem?
PS.Użyczyłbyś jej czasem? Ostatnio jestem niezaspokojony...
Małe urządzenie wypadło z rąk dziewczyny,a ta zsunęła się po ścianie w dół,kiedy po jej policzku spłynęła pojedyncza łza.Wpatrywała się ślepo w jeden punkt na komodzie pokoju Harry'ego,a mianowicie ich wspólne zdjęcie,które zostało zrobione kilka tygodni temu.
Zarys jej zaciśniętej szczęki co chwila stawał się coraz mocniejszy.Erin w jednej chwili została zburzona.Czuła się jak jedyna dziewczyna na świecie,póki nie przeczytała tej jednej wiadomości,która w jedym momencie zamieniła ją w dziwke.Tak się czuła.Otarła mokre policzki po czym wstała z podłogi.Chwyciła pierwszą lepszą bluzę,nie zwarzając na to czy należy do niej czy też do chłopaka oraz spodnie.Sięgnęła również po swoją torbę i sprawdziła czy znajduje się w niej portfel i dokumenty.Następnie podeszła do mahoniowej komody,podniosła szklaną ramę i cisnęła nią mocno o podłogę.I wyszła,bez zamiaru powrotu.Chciała aby cierpiał.Nie.Chciała aby wiedział,że ona cierpiała i cierpi.Że ją zranił jak nikt inny.A to go zniszczy...

__________________________________
Wracam do was z kolejnym rozdziałem:)
Zalegałam z nim od dwóch tygodni,ale musicie zrozumieć,że miałam naprawdę dużo na głowie.
Nauka nie jest jedynym powodem,jednak nie będę was zanudzać życiem prywatnym i jego szarymi ostatnimi czasy stronami.
Jeśli macie jakies pytania,zadajcie je na tego aska <klik>
Dziękuję wam,że mimo braku postów ,statystyka trzymała się naprawdę dobrze,a wy mnie nie opuściliście :) Dziękuję wam za wszystko xx
Mam do was prośbę.
NIECH KAŻDY KTO TO CZYTA POZOSTAWI CHOĆBY NAJKRÓTSZY KOMENTARZ.
To wiele dla mnie znaczy,naprawdę :)
Będę wdzięczna:)
Na asku miałam prośbę,aby przedłużyć tego bloga.Zaczęłam zastanawiać się nad utworzeniem drugiej księgi opowiadania,po zakończeniu.Jednak wszystko jest jeszcze tylko zarysem.Możliwe,że kontynuacja będzie historią tylko jednej z bohaterek.
Pozdrawiam :)
-Tala xx

poniedziałek, 16 września 2013

Na szybko.

Przepraszam,przepraszam! Nie dodałam rozdziału,ale będzie!
Stary ask został usunięty.Wszelkie pytania tutaj : <klik>

piątek, 6 września 2013

XVI.

* < music > *

*Madeleine*

*2miesiące później*

-Niall,możemy porozmawiać?-wykrzyknęłam z salonu do chłopaka znajdującego się w kuchni i zajadającego się płatkami z mlekiem.Wszedł do pokoju dalej kontynuując swoją czynność i oparł się prawym ramieniem o ścianę,wciąż przeżuwając czekoladowe chrupki.-Emm...możesz usiąść?-wskazałam miejsce obok,na co przewrócił teatralnie oczyma i przysiadł.Jego zachowanie było godne pięciolatka,czasami miałam wrażenie ,że nie można z nim poważnie porozmawiać,ale tym razem nie miałam wyjścia.Musiałam się z nim podzielić pewną, ważną informacją.Otworzyłam usta w celu rozpoczęcia swojej sentencji,kiedy po mieszkaniu rozległo się pukanie do drzwi.Wstałam z miejsca i podeszłam do frontu.Zerknęłam przez wizjer...Tak jak myślałam.Trochę za wcześnie,ale może tak będzie lepiej,od razu się poznają.Mieszkam z Niall'em i jest dla mnie ważny,jak i to aby zaakceptował Anthony'ego.Przekręciłam zamek i już po chwili ściskałam chłopaka.Obróciłam się i ujrzałam zmieszanego blondyna z porcelanową miseczką w ręku,która momentalnie stała się zrównana z gruntem,rozpryskując się na tysiące kawałeczków.Jego oczy momentalnie stały się ciemniejsze,rysy szczęki się zacisnęły,jak i te u jego ramion.Zacisnął mocniej pięści.. Z jego tęczówek, odczytać mogłam porażające pioruny, którymi nieustannie ciskał w osobę Anth'a. Nie rozumiałam dlaczego...
-Maddie...Odsuń się,a ty-wskazał na bruneta.-Wyjdź póki masz taką opcję.
-Niall,ale o co ci chodzi.Chciałam Ci przedstawić...-odwróciłam się w stronę Tony'ego-swojego chłopaka-ponownie spojrzałam na blondyna,którego twarz natychmiastowo skamieniała.
-T-ty...Ty żartujesz ,prawda?-wysyczał ledwo słyszalnie ,wpatrując się ślepo w podłogę,przeczesując przy tym swoje włosy ręką.
-Nie...To Anthony.-wskazałam na nie odzywającego się do tej pory chłopaka. Niall na wypowiedzenie ostatniego słowa,wzdrygnął się nieoczekiwanie. Zaczął wodzić wzrokiem to na moją osobę, to na osobę Anthony'ego.
-K-kto?-przymrużył przy tym oczy,wpatrując się w bruneta
-Antho...
-Usłyszałem za pierwszym razem.Tak więc.. Bardzo się cieszę z twojego szczęścia.- splunął w moją stronę- A teraz pozwolisz, że Niall pójdzie na górę. - rzekł wspominając sam o sobie i zarzucając swoją blond grzywą, ruszył zgrabny tyłeczek i wypierdolił na górę. Tyle go widziałam... Spojrzałam na swojego chłopaka i po chwili zanurzyłam się w jego ramionach.Musnął moje włosy po czym przycisnął jeszcze bardziej do swojej klatki piersiowej.

-Przyszedłem tylko,bo mnie prosiłaś,ale muszę już iść do pracy.-Wyszeptał opierając podbródek na mojej głowie,odsunął mnie od siebie,spojrzał w oczy i ucałował delikatnie czoło.Posłałam mu pokrzepiający uśmiech i pożegnałam. Wyszedł z mieszkania a ja zakluczyłam za nim drzwi. Reakcja Niall'a była dla mnie nie lada zagadką...

***
-Wychodzę na wywiad!-krzyknął z korytarza podczas gdy ja oglądałam telewizję.Obróciłam się by spojrzeć jak wygląda,lecz było już za późno.Usłyszałam jedynie głośny trzask drzwi,a śladu po chłopaku już nie było...Niall kilka godzin temu poznał mojego chłopaka,a jego zachowanie przerosło moje oczekiwania i to nie w pozytywnym stopniu.Nie chcę,aby mój związek z Tonym zniszczył przyjaźń z Niall'em. Może to dziwne,ale traktuję ich na równym poziomie,obaj są dla mnie bardzo ważni i nie chcę stracić żadnego z nich.
Byłam całkowicie zagubiona.
Włączyłam telewizję,aby się trochę zrelaksować.Nie lubiłam oglądać seriali,filmów,telenowel.Nie widziałam w tym najmniejszego sensu.Włączyłam kanal informacyjny.Właśnie mówili o ucieczce jakiegoś dilera...
-Jak nam do tej pory wiadomo: Ślad po Greg'u H. ,który uciekł z więzienia około trzech miesiecy temu,zanikł.Policja nie ma żadnych informacji na temat jego obecnego miejsca pobytu.Nie dysponujemy na razie żadną fotografią dilera narkotyków,jeśli jednak otrzymamy zdjęcie z komisariatu,od razu zostanie ono udostępnione,abyście mogli zachować szczególną ostrożność i informować nas o jego położeniu.-dziennikarka umilkła,a ja zmieniłam kanał.Komedie,Dramaty...Oo...Niall znów wykupił sobie kanał premium "Igraszki całą dobę".Przekręciłam oczami i przełączyłam na kolejny kanał.Moim oczom ukazał się nie kto inny jak Harry,Liam,Niall.Louis i Zayn. Mimowolnie na mojej twarzy pojawił się uśmiech.Poprawiłam się na miejscu i rozsiadłam wygodnie szykując się na pytania ,które przygotowali dla nich reporterzy jak i ich odpowiedzi.Zakładam,że jak i w życiu prywatnym,wywiady mają równie dziwne.
-A więc,dzisiaj mamy przyjemność gościć najpopularniejszy zespół ostatnich lat-One Direction!-rozległ się głos prowadzącego a tuż za nim huczne oklaski widowni.
-Niedawno zakończyliście trasę "Take Me Home" a światło dzienne ujrzał wasz nowy album.Fani są ciekawi kiedy kolejne koncert! Mamy nadzieję,że udzielicie nam tej małej informacji-kontynuował dalej swoją gadkę.
-Ruszamy od maja-zaczął Liam. Miły i pomocny jak zawsze,choć w jego image'u ostatnio pojawiły się ciężkie buty,a jasne kolory zastąpiła czerń,wciąż był taki sam,jakiego wszyscy go zapamiętali.
Rozległy się brawa,piski jak i okrzyki "Jestem w ciąży".Zaśmiałam się i dalej wsłuchiwałam się w kolejne słowa reportera i chłopców.
-Jesteśmy poinformowani iż już tylko dwóch z was jest singlami.Harry,Niall co wy na to?
-Zaprzeczam-odparł blondyn podnosząc do góry prawą dłoń,na znak protestu.
Nie ukrywam...Ciasto,które właśnie miałam przełknąć,utknęło mi na moment w gardle.
Z odgłosów widowni,można było wychwycić tajemnicze "uuuu" jak i negatywne " buu".W myślach pośpieszałam blondyna jak i Robina,chcąc natychmiast dowiedzieć się czegoś więcej. Nie odróżniałam już czy to ciekawość,zazdrość...a może złość ,że ten niewykarmiony idiota nie powiedział mi,że kogoś ma.Myślałam,że się przyjaźnimy,byłam szczera w stosunku do niego i liczyłam,że odwdzięczy mi się tym samym...
-Uhuhu...Kim jest ta szczęściara?
-Na razie nie chciałbym ujawniać jakiś szczegółowych danych na jej temat,ale poznacie ją już niebawem.-Może ja też ją poznam...
-Dobrze,Niall,jeszcze jedno pytanie do Ciebie...Krążą plotki,że mieszkasz z pewną dziewczyną,czy to prawda? Co lepsze,ponoć to córka waszej byłej już menedżerki.
-Nie,tak jak powiedziałeś,to tylko plotki-A więc,dalej pozostaję tajemnicą... Nie będę dramatyzować,muszę zrozumieć,że chłopcy to nie jakieś tam gwiazdeczki a One Direction i informacja,że jeden z nich mieszka dziewczyną ,która na dodatek nie jest jego dziewczyną,wywołałaby niemały skandal.Czas to zaakceptować...
-Dzisiaj na tyle,drodzy widzowie,a teraz zapraszamy na występ One Direction,po raz pierwszy w pełnej wersji "Just Can't Let Her Go".-wszyscy zaczęli klaskać,a ja po prostu wyłączyłam odbiornik.Jestem taka staroświecka,kto kurwa mówi teraz na telewizor -odbiornik?! Nieważne...Nie ukrywam,że lekko przytłoczyła mnie informacja iż mój kochany blondas z którym przyszło mi mieszkać już dobrych parę miesięcy,ma dziewczynę...Nie wiadomo czemu,zabolało.
Nie mogę o tym myśleć.
Niall ma jakąś swoją pindzię,którą pewnie niedługo poznam i będę musiała zachować promieniejący ryj przez cały czas.
A ja mam Anthony'ego...Ale czy to jego chcę naprawdę?

***
Obudził mnie głośny trzask drzwi i jakieś czyjeś kroki.Najwyraźniej musiałam przysnąć na kanapie...Otarłam dłońmi oczy i wyszłam z salonu.To  co tam zobaczyłam przeszło moje oczekiwania.Wolałabym włamywacza,morderce czy innego złoczyńce.Jestem pewna ,że zrobiliby mi mniejszą krzywdę niż ten widok. Niall obściskujący się z jakąś blond panną w przykrótkiej mini,czarnych szpilkach i krótkim bralecie zakrywającym jedynie biust.Obdarowywali się pocałunkami,tak namiętnie niczym gwiazdy porno...Uniósł ją,aby owinęła jego tułów nogami i tak też zrobiła.Wsunął dłoń pod jej spódnice i...To boli!To rozdzierało moje serce na miliony kawałków i nie potrafiłam znów utrzymać go w całości.Ocierali o siebie...Widoczne pieszczoty językiem...Nie mogę.
Wróciłam do pokoju i zaniosłam się głośnym płaczem.Ale czemu? Przecież to mój przyjaciel i powinnam się cieszyć,że w końcu sobie zamoczy...Jednak była we mnie pewna część,która należała tylko do niego.
Jest chyba dosyć spora...
Otarłam mokre od łez policzki i otuliłam kocem.Usłyszałam kroki kierujące się do góry i głośne śmiechy.No tak..Też bym się cieszyła gdyby taki facet jak on zanosił mnie na rękach do łóżka.Po paru sekundach znaleźli się już na górze i jedyne co ujrzałam to zamykające się drzwi...Skąd ja to wiedziałam? No tak.To tak boli,ale nie mogłam sobie odpuścić i ruszyłam dupę po czym zaczęłam przyglądać się całej sytuacji zza progu.
Powróciłam do miejsca na kanapie i starałam się wrócić do spokojnej krainy snów,która jeszcze nigdy mnie nie zawiodła.Naprawdę.O dziwo,nigdy nie śniły mi się koszmary.Choć myślę,ze dziś się to zmieni.Przymknęłam oczy i zaczęłam rozmyślać o samych miłych rzeczach,to zawsze pomagało i pozwalało wyzwolić negatywne emocje.Żelki.Pływanie.Przystojniak...Jeden...Drugi...JĘK.To chyba jakiś żart?! Z każdą chwilą jęki zadowolenia wydobywające się z ust blondyny nasilały się a po chwili dołączył do niej Niall.
Nie myśl o tym Maddie...
Tak będzie lepiej...
-Aaaaaghh!
Ta panienka chyba bardzo chce zapoznać się z moją dłonią skierowaną w jej twarz oraz taśmą samoprzylepną sklejającą jej jęczący jak osioł ryj.

***
-Hahah oh Niall! Ty zbereźniku!-Wstałam z kanapy i ruszyłam w stronę kuchni sprawdzić czy sprawczynią tego hałasu który mnie obudził jest ta sama suka,która utrudniała mi zaśnięcie.No a któż by inny...Przysiadłam na wysokim krześle przy blacie i sięgnęłam po butelkę wody po czym wzięłam głębokiego łyka. Niall i tajemnicza dziwka wciąż się wygłupiali i obmacywali przy możliwych okazjach,kiedy mnie zauważyli...Blondyna spojrzała na mnie z wyższością po czym ponownie na chłopaka.
-Nialler ,a ta sierota ,to skąd?
-Em...Przepraszam,że co?!-wstałam z miejsca i z założonymi na piersiach rękami podeszłam do dziewczyny.
-To co słyszałaś.
-Oprócz tego słyszałam twoje ośle jęki.Poćwicz nad tym, bo do porno Cię nie przyjmą-skwitowałam ,lustrując ją od góry do dołu.Cóż..Możliwe ,że w myślach przybiłam samej sobie piątkę,ale przecież był powód!
-Oh Niall!
-Madd, nie pozwalasz sobie?-zbliżył się do mnie niebezpiecznie blisko tak,że nasze nosy się ze sobą stykały i wysyczał-Przeproś.
-Nie.-Ścisnął mocno moje ramiona i przybliżył do siebie jeszcze bardziej-Uderzysz mnie?Może to Cię łączyło z moją matką...-jego ucisk się rozluźnił a ja odsunęłam na bezpieczny dystans.-Zamieszkam u Anthony'ego,nie chcę Wam przeszkadzać.
-Nie przeszkadzasz.-wyszeptał wpatrując się ślepo w ścianę.
-Przeszkadza!-wtrąciła blondynka,której imienia nie chciałam znać.U mnie ma już swój własny przydomek.
-Nie! -wykrzyknął do dziewczyny i ponownie skierował się do mnie-A ty zostajesz.
-Nie będziesz mną dyrygować.Wynoszę się stąd. Zamieszkam z moim CHŁOPAKIEM -to słowo niemal przeliterowałam,a oczy blondyna stały się ciemniejsze i biła z nich wrogość.Podobnie patrzył na Tony'ego .Widziałam to w jego tęczówkach...On go zabijał.
-Nic o nim nie wiesz.Rób co chcesz.-splunął i podszedł do wieszaka na ubrania.Sięgnął swoją kurtkę,sprawdzając przy tym kieszenie.Najwyraźniej miało się tam znajdować coś ważnego. I wyszedł...I nie zapowiadało się,że wróci...
Zamknęłam rozdziawione usta i spojrzałam na tą sukę która majstrowała coś przy swoich paznokciach.Syknęłam na nią i tupnęłam noga jakbym odganiała kota i tak też było z nią.Zawinęła manatki w podskokach i wręcz uciekła z tego mieszkania,a ja ....No a ja...
Poszłam się pakować.